Border coli – pasterz
Pasterz wyimaginowanego stada
Bordery są bardzo inteligentne - ale to jednak wciąż psy, a nie istoty odznaczające się niesamowitymi zdolnościami. Przekonanie, jakoby nie wymagały wychowania i szkolenia, jest tylko legendą. Bez nakładu sił z naszej strony się nie obejdzie, i bez poświęcenia ogromnej ilości czasu również. Weźmy choćby pragnienie pogoni za poruszającymi się obiektami albo zaganianie - na co dzień raczej niepożądane. Od początku musimy być konsekwentni w nauce odwoływania psa. Ważna jest umiejętność bezustannego utrzymywania nad nim kontroli - chyba że znamy stadko owiec, które pozwoli pupilowi na rozwijanie do woli jego instynktów. A i tak możliwe, że border będzie fundował nam prywatne pokazy pasienia w czterech ścianach, na przykład godzinami nie spuszczając wzroku z zabawki czy innego przedmiotu, który we-dług niego powinien się w końcu ruszyć i pozwolić paść. Albo chociażby będzie polował na kropelki wody, co oznacza wystawanie pod zlewem lub umywalką w oczekiwaniu, aż kropla spadnie... Jest to jednak w końcu dowód, że mamy najprawdziwszego bordera. Takie graniczące ze schizofrenią zachowanie opisywane jest w każdej szanującej się publikacji na temat tej rasy.
Przyjaciel wszystkich przechodniów
Border collie są zazwyczaj bardzo towarzyskie. Wystarczy jedno spojrzenie nie-znajomej osoby, żeby nasz border zaczął się rozpływać w powitalnych gestach i zachęcać do głaskania. Zazwyczaj podejmuje też próby radosnego skakania na innych - doskonale nadają się do tego na przykład sąsiedzi jadący z nami windą. A już pokonywanie z nim zatłoczonych miejskich ulic może się okazać dalekie od sielanki, gdy na przykład czekający grzecznie na przejściu dla pieszych borderek zaskoczy nas wybuchem radości skierowanym do kogoś stojącego po drugiej stronie pasów albo zechce się przywitać z każdym przechodniem. Nie daj Boże trafi się jakaś szkolna wycieczka albo maszerujące przedszkolaki...